Jeśli zdarzyło wam się marzyć o miejscu jak z bajki lub pocztówek, czy fototapet, które w dzieciństwie mogliście oglądać – to Samana na Dominikanie będzie właśnie takim miejscem. Mój wujek miał przez lata na ścianie fototapetę właśnie z rajską, przepiękną plażą – palmami schodzącymi do oceanu, lazurową wodą, białym piaskiem. I będąc dzieckiem, szczerze ją uwielbiałam. Dodatkowo nie sądziłam, że kiedyś będzie mi dane taką plażę (a nawet kilka już w swoim życiu) zobaczyć.
Dominikana to kierunek bardzo turystyczny i bardzo chętnie odwiedzany przez tysiące, jak nie setki tysięcy osób z całego świata. Coraz częściej latają też tutaj Polacy, którzy miłują się w hotelarstwie i wakacjach w stylu all inclusive. Ale dla tych, którzy szukają innych Karaibów niż te z folderów z hotelami, pełnych barów z drinkami i basenów ze zjeżdżalniami, idealnym miejscem będzie Samana. To miejsce, które (NA SZCZĘŚCIE) jest mniej popularne, mało skomercjalizowane i wciąż jeszcze dzikie. Zasługa na pewno jest brak wielu hoteli, odległość od kurortów w Puerto Plata czy Punta Cana. A co warto zobaczyć?
Półwysep Samana – jedno z najpiękniejszych miejsc na Karaibach
Przylatując do Dominikany (ja wciąż nie mogę się przestawić, że mówimy poprawnie “do”, a nie “na”*), wiele osób ma przed oczami albo totalnie rajskie wyspy, pełne plaż, białego piasku i widoków jak z reklamy Bounty, albo jedną wielką imprezownie, komercję. Jeśli zależy wam na tym pierwszym, od razu kierujcie się na północ wyspy, nie przylatujcie do Punta Cana, tylko wybierzcie Puerto Plata lub Santo Domingo (stolicę kraju), a potem jedźcie na wycieczkę na półwysep Samana. Wtedy Dominikana na pewno was nie zawiedzie.
Jak dojechać do Samany z lotniska?
Od samego wjazdu na półwysep miłośnicy zieleni poczują, że to miejsce “ma to coś”. Czemu? Bo prowadzi tutaj trasa północna – Autopista Atlantica, która jest także jedną z najładniejszych tras widokowych na całej wyspie. Zaczyna się mniej więcej od lotniska w Cano Abaja. Są widoki, lasy palmowe, piękne wzgórza, a całość wygląda jak żywcem zdjęcia z kadrów filmu “Jurassic Park”.

Jadąc od strony Santo Domingo, też nie będziecie żałować. Czeka was przejazd autostradą numer 7, która prowadzi przez park narodowy Los Haitises, składający się z obłędnych skał krasowych, otoczonych lasem i palmami. Jest na co popatrzeć, a momentami widoki wręcz zapierają dech w piersiach. A tak naprawdę – to dopiero początek.
Co robić na półwyspie Samana? Czyli Dominikana bez komercji
Nie jestem największą fanką Dominikany jako samej w sobie, ale bez wątpienia jestem przeogromną fanką półwyspu Samana. I to miejsce, dla którego moim zdaniem naprawdę warto odwiedzić ten kraj. Hotele oferujące all inclusive, baseny, etc. macie tak naprawdę wszędzie – więc to nie będzie różnić się od pobytu w Turcji, Egipcie czy Wyspach Kanaryjskich. Samana jest natomiast miejscem absolutnie wyjątkowym, jakby oderwanym od całej komercji i wierzę, że tak jeszcze długo zostanie. Co tutaj można zobaczyć? Są i miejsca na wycieczki piesze, i szansa na zobaczenie dzikiej przyrody, coś dla fanów plażowania oraz lasów.
Półwysep Samana w Dominikanie – plaże
Jeśli ktoś wam mówi, że leci do Dominikany, ale nie zamierza plażować, to mnie osobiście będzie ciężko w to uwierzyć. Woda na Karaibach naprawdę jest jedną z najpiękniejszych, jakie widziałam. Lazur, mieszanka odcieni turkusu, błękitu i granatu, do tego biały piasek, a w większości miejsc brak fal… czego chcieć więcej? Przecież ta woda aż krzyczy: “Chodź się ochłodzić”!

Na Samanie jest kilka przepięknych plaż – Playa Escondida na zachodzie, Playa el Anclon, Playa Moron – to jedne z najbardziej klasycznych i łatwo dostępnych. Mieszkając na końcu półwyspu, a dokładniej w Las Galeras najbliżej mi było do plaż, które odwiedzali głównie miejscowi. No i do tej najbardziej pocztówkowej – Playa Rincon.


Ta ostatnia w 1997 r. trafiła na listę francuskiego Klubu Najładniejszych Zatok na Świecie. Co tu mamy? Obłędną lagunę z białym piaskiem, który ciągnie się przez jakieś 3 km. Las namorzynowy wraz z drobną zatoczką ze słodką, turkusową wodą. Wszechobecną zieleń, a w moim przypadku… glony. Tak, w lipcu trafił się sezon na glony, które był w ilości niemal hurtowej, jednocześnie całkowicie przesłaniając urok samej plaży i zapewniając nie do końca przyjemne wrażenia dla nosa.

Na szczęście, mając swój samochód, mogliśmy oddalić się od tego miejsca i pojechać nad inną zatokę, do której nie dociera prawie nikt. Playa del Aserradero – miejsce przepiękne, otoczone tysiącem palm chylących się ku oceanowi, z wszelkimi odcieniami wody, dzikością samą w sobie. Naprawdę, jedna z plaż, które mogą konkurować z St. Anne na Gwadelupie czy plażami na Fidżi.


Nie mogę tutaj nie wspomnieć o jeszcze jednej plaży w samym Las Galeras. Budzenie się przez trzy dni z widokiem na ocean, palmami i z szumem fal, to istne spełnienie marzeń jak dla mnie.

La Boca del Diablo – gejzer ze słoną wodą
La Boca del Diablo, miejsce, w którym podobno grasuje sam diabeł. Huczy, buczy, wieje i grozi… a tak naprawdę to wcale nie diabeł, a szczelina w ziemi, przez która przedostaje się woda. Niesiona falami i jej siłą, wchodzi w ciąg i tworzy gejzer wodny. Powiedzmy sobie szczerze – wrażenie jest absolutnie obłędne i rozumiem, czemu miejsce nazywa się “ustami diabła”. Sam huk wody jest ogromny, woda idzie w górę z siłą wielką… no dla mnie to przeżycie jak na Islandii. Wiadomo – im większe fale, tym większe wrażenie.

Droga do La Boca del Diablo także jest majestatyczna – albo idziecie pieszo (i czeka was spokojnie 1,5 godziny wędrówki), albo macie dobry samochód i próbujecie przejechać. Na wjeździe do parku czeka ranger, a dokładnie CESTUR, czyli policjant turystyczny, który będzie asekurować was przez całą drogę, jadąc z tyłu na motorku. Po drodze czekają lasy, zachwycające góry, a nawet miejsce, w którym wydobywany jest marmur. Dla niedoświadczonych kierowców trasa może być przerażająca.

Same gejzery to jedno – z La Boca del Diablo na początku roku rozpościera się przepiękny widok na grasujące wieloryby. To doskonały punkt widokowy, by podziwiać te zwierzęta. Mówiłam, że mała Islandia?

Jeśli macie chęć na dłuższą wycieczkę, na parkingu możecie zostawić samochód i wybrać się pieszo na plażę Fronton. Która rozpościera się pod klifem, wśród setek palm. Łatwiej można się na nią dostać, płynąc na wycieczkę z miejscowym przewodnikiem łodzią.

Wodospady Salto El Limon
Wodospady Salto El Limon – bo jak mówimy o naturze, to po prostu nie da się ich pominąć. El Limon to jedno z najbardziej nieodkryty i wciąż dzikich miejsc na Dominikanie. Czego tu doświadczycie? Stromych ścieżek, wąskich górskich szlaków, a na końcu majestatycznych wodospadów i wody, w której można się ochłodzić.

Jak dostać się na miejsce? Oczywiście pieszo… lub konno. Ale sama droga “z buta” już jest przygodą, więc nie dajcie się jej pozbawić! Do tego możliwość kąpieli w wodospadach jest bezcenna. Jaka to nagroda, jeśli drogę pokonacie, po prostu siedząc? Lepiej iść, nawet umazać się w błocie, przekroczyć rzekę, potknąć się o konar… naprawdę, to właśnie buduje wspomnienia. Tylko pamiętajcie o dobrych butach!

Co jeszcze warto zwiedzić na półwyspie Samana? Przede wszystkim samo miasteczko, ale o nim opowiem Wam innym razem.
Ja jak wiecie, podróżuję na własną rękę – zajmuje się wyszukaniem promocji, kupuję bilety lotnicze, wybieram hotele czy motele, wynajmuję samochód i jeżdżę po danym miejscu. Nie każdego to kręci, niektórych przeraża lub po prostu – nie odpowiada im! W takim momencie warto zdecydować się na wyjazd ze sprawdzonym biurem podróży, zamiast siedzieć w czterech ścianach, np.: https://www.itaka.pl/nasze-kierunki/dominikana.html. Pamiętajcie, że każda forma podróżowania jest dobra, jeśli tylko wam odpowiada 🙂
* Jak mówić poprawnie: “na Dominikanę” czy “do Dominikany”? Okazuje się, że “do”, ponieważ Dominikana nie jest wyspą samą w sobie, a krajem położonym NA wyspie. Na dodatek na wyspie, która nazywa się Haiti. Dlatego przylatujemy do Dominikany. Co ciekawe, w przypadku Haiti sprawa wygląda jeszcze lepiej – bo przylatujemy na Haiti (wyspę) do Haiti (państwa), cudownie, prawda?